Cebula to takie wdzięczne warzywo. Na świeżo potrafi być bardzo ostra i piekąca. Podsmażona na złocisto nadaje smaku sosom, potrawkom, curry czy tagine, a długo duszona zmienia się w słodką bazę chutneyów, konfitur czy właśnie zupy cebulowej. Francuska zupa cebulowa nie jest najprostsza w wykonaniu. Trzeba smażyć cebulę dość długo, nieustannie uważając, żeby jej nie przypalić. Ciężko również wyczuć ten moment, kiedy cebula jest wystarczająco usmażona i ma odpowiedni kolor. Gdy już wydaje się, że zupa jest gotowa do podania, zapiekamy ją jeszcze z grzankami i serem. Zapewniam was jednak, że smak i aromat zupy wynagradza wszystkie te wysiłki.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia francuska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia francuska. Pokaż wszystkie posty
Makaroniki
Po raz pierwszy z makaronikami spotkałam się ... na zajęciach z gender studies. Omawialiśmy dramat "Dom lalki" Ibsena. Nora, główna bohaterka, żyje w perfekcyjnym domu w na pozór idealnym małżeństwie. Mąż zaczyna jej wydzielać makaroniki, twierdząc, że to dowód rozrzutności i że są dla niej niezdrowe. Bidulka podjada makaroniki w tajemnicy. (Oczywiście główny problem dramatu jest o wiele bardziej złożony i poważny niż szlaban na makaroniki nałożony przez surowego męża.) Nie wiedziałam wtedy, jak wyglądają ani jak smakują makaroniki, ale kojarzyły mi się z luksusowym owocem zakazanym. Dzisiaj też są dla mnie owocem zakazanym ze względu na ogromną zawartość cukru, ale w końcu nie jada się ich na co dzień.
Mouclade
Ostatnio było o winach portugalskich, dzisiaj parę słów o winach alzackich. Alzacja to najbardziej niemiecki region we Francji, a kiedyś był również najbardziej francuskim regionem w Niemczech. Fascynuje mnie to wzajemne przenikanie kultur, języków i kuchni. Mouclade to, obok moules marinière, klasyka francuskiej kuchni, czyli mule w połączeniu z rieslingiem - lekkim i świeżym winem o delikatnym posmaku cytrusów.
Etykiety:
kuchnia francuska,
mule,
owoce morza,
wino
Odrobina Fracji w Warszawie - Charlotte
- Po czym poznać, że ktoś ma iPhona?
- Nie trzeba, po 5 minutach sam ci go pokaże.
Jest też duże prawdopodobieństwo, że siedzi z kieliszkiem wina w Charlotte na Placu Zbawiciela w Warszawie.
Źródło: http://pl.freepik.com
14 lipca, czyli święto narodowe Francji, chciałam uczcić po francusku. Rozczarowani festynem Rendez-vous na Saskiej Kępie (atrakcji dla osób powyżej 10 roku życia nie było za wiele, a tak liczyłam na spróbowanie francuskich przysmaków i win), postanowiliśmy, że pójdziemy do Charlotte, najmodniejszego ostatnio miejsca w Warszawie. Wypiekany na miejscu chleb według starej francuskiej recepturze bez gotowych mieszanek i sztucznych polepszaczy, duży wybór francuskich win, naturalne produkty sprowadzane z Francji, ogromny stół, przy którym je się wspólnie - brzmi świetnie.
Źródło: http://www.bistrocharlotte.com
Zamówiliśmy kawę latte, kieliszek wina Rocca Maura Blanc, croissanta z czekoladą i talerz francuskich serów. Obsługiwało nas 3 kelnerów, a nasze zamówienie było dostarczane w 4 ratach w odstępach ok. 10 minutowych. Chyba już wolę poczekać dłużej, ale dostać wszystko na raz. Croissant był poprawny; minusem był brak serwetki, która przy jedzeniu pieczywa z czekoladą jest niezbędna. Sery były dobre, ale bardzo ciepłe (nietrzymane w lodówce?). Natomiast dekoracja z połówki truskawki wywołała śmiech. Kawa była poprawna, za to wino całkiem niezłe i z wyraźną nutą owocową.
Gwar, długie oczekiwanie na obsługę i zamówienie, niewygodne krzesła, pozorny luz - ma to swój urok i gdybym była studentką z RayBanami na nosie i iPhonem w ręku, pewnie byłoby to moje ulubione miejsce.
- Nie trzeba, po 5 minutach sam ci go pokaże.
Jest też duże prawdopodobieństwo, że siedzi z kieliszkiem wina w Charlotte na Placu Zbawiciela w Warszawie.
Źródło: http://pl.freepik.com
14 lipca, czyli święto narodowe Francji, chciałam uczcić po francusku. Rozczarowani festynem Rendez-vous na Saskiej Kępie (atrakcji dla osób powyżej 10 roku życia nie było za wiele, a tak liczyłam na spróbowanie francuskich przysmaków i win), postanowiliśmy, że pójdziemy do Charlotte, najmodniejszego ostatnio miejsca w Warszawie. Wypiekany na miejscu chleb według starej francuskiej recepturze bez gotowych mieszanek i sztucznych polepszaczy, duży wybór francuskich win, naturalne produkty sprowadzane z Francji, ogromny stół, przy którym je się wspólnie - brzmi świetnie.
Źródło: http://www.bistrocharlotte.com
Zamówiliśmy kawę latte, kieliszek wina Rocca Maura Blanc, croissanta z czekoladą i talerz francuskich serów. Obsługiwało nas 3 kelnerów, a nasze zamówienie było dostarczane w 4 ratach w odstępach ok. 10 minutowych. Chyba już wolę poczekać dłużej, ale dostać wszystko na raz. Croissant był poprawny; minusem był brak serwetki, która przy jedzeniu pieczywa z czekoladą jest niezbędna. Sery były dobre, ale bardzo ciepłe (nietrzymane w lodówce?). Natomiast dekoracja z połówki truskawki wywołała śmiech. Kawa była poprawna, za to wino całkiem niezłe i z wyraźną nutą owocową.
Gwar, długie oczekiwanie na obsługę i zamówienie, niewygodne krzesła, pozorny luz - ma to swój urok i gdybym była studentką z RayBanami na nosie i iPhonem w ręku, pewnie byłoby to moje ulubione miejsce.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









