Dokąd zabrać obcokrajowca w Warszawie?


Powoli przygotowuję się do kolejnej podróży - w listopadzie odwiedzę moje ukochane Włochy. Ale zanim będę gościć we włoskich trattoriach i restauracjach, rozkoszować się pastą i owocami morza oraz smakować lokalne wina, sama czynię honory gospodarza tutaj w Polsce. W ostatnim czasie gościłam paru obcokrajowców związanych ze mną zarówno zawodowo, jak i prywatnie. To ogromna radość pokazywać mój kraj, opowiadać o codziennym życiu teraz i kiedyś, oprowadzać po Łazienkach, Powiślu i Starym Mieście. Jeszcze większą przyjemność sprawia zaciekawienie ("Czy Polacy noszą takie małe siatki z zakupami, bo mają małe lodówki?") i szczery zachwyt ("Wow! Krakowskie Przedmieście wygląda jak Disneyland!"). Zawsze jednak pojawia się pytanie - dokąd zabrać obcokrajowca, żeby spróbował polskiej kuchni, a jednocześnie się jej nie wystraszył?


Najczęściej wybieranymi w mojej pracy restauracjami na biznesowe kolacje są Kompania Piwna (sic!) na Podwalu i Folk Gospoda na Waliców. Kompania Piwna, należąca do tej samej rodziny co Szwejk, Jeff's czy Bazyliszek, "bardziej przypomina lokale tak charakterystyczne dla Bawarii czy Czech niż te kojarzone z miastem nad Wisłą", jak głosi strona internetowa. Zatem dlaczego zapraszamy tam gości z zagranicy? Pewnie dlatego, że w menu znajduje się tatar, śledzie z cebulką, pierogi, golonka z pieca czy kompot. Poza tym porcje są duże i tłuste, tanie dla obcokrajowców, a kelnerki śliczne i miłe.

Folk Gospoda reklamuje się jako "polska wieś w centrum miasta". Widać to i w wystroju, i w menu. W przeciwieństwie do Kompani Piwnej, nie znajdziemy tu muli, krewetek ani wiedeńskiego sznycla, tylko takie hity polskiej kuchni, jak smalec, oscypek, zimne nóżki w galarecie, żur czy gołąbki. Jedzenie jednak moim zdaniem nie porywa; jest poprawne, ale tylko tyle. Goście za to maniakalnie robią sobie zdjęcia z podawanymi w Folk Gospodzie ogromnymi tubami z piwem.

W pobliżu Folk Gospody znajdziemy również Oberżę pod Czerwonym Wieprzem, która "przenosi Gości w sentymentalną podróż w czasy już słusznie minione, do starej komunistycznej restauracji dla partyjnych elit." Brzmi zachęcająco? Dla obcokrajowców, którzy komunizm znają z telewizji lub w najlepszym przypadku z kart podręczników, może to być ciekawa podróż. Dla mnie jedzenie jest dobre, ale bez fajerwerków.

Mam wrażenie, że restauracje, które reklamują się jako typowo polskie i są nastawione na obsługę obcokrajowców, często idą w ilość, nie jakość. Gość z zagranicy nie pozna się, że barszcz nie był robiony na zakwasie, bo będzie go jadł pierwszy raz. A może patrzę na te restauracje oczami Polki, której zawsze było bliżej go ryb i warzyw niż smalcu i golonki?

Na kulinarnej mapie Warszawy znajdują się również restauracje z wyższej półki, jak U Kucharzy, Polka lub Kuźnia Smaku, ale to temat na oddzielnego posta. A które polskie restauracje moglibyście polecić? Dokąd zabieracie swoich gości?


2 komentarze:

  1. Na szybką przekąskę i "shota" fajnym miejscem jest Warszawa de Luxe na Krakowskim Przedmieściu (róg Miodowej)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki! Nie byłam, odwiedzę przy najbliższej okazji:)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...