Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

Smaki Marche

Wyjazd do włoskiego regionu Marche był, jak zwykle zresztą, jedną wielką ucztą. Piłam dużo wina, jadłam jeszcze więcej. Najczęściej odwiedzaliśmy La Pantanę - rodzinną trrattorię, o której pisałam TUTAJ. Jeśli ktoś z Was byłby w okolicach Pesaro i Tavullii, serdecznie polecam!


Pocztówka z Włoch

Od mojego powrotu z Włoch minęło półtora tygodnia, ale do dzisiaj nie miałam chwili, żeby uporządkować zdjęcia i spisać wrażenia.


Me Gusta, czyli lubię to!

"Ostatnio rzadko bywam często" i wcale nie jest mi z tym dobrze. Ogrom pracy zawodowej, który na mnie spadł, nie pozwala mi nawet na prowadzenie normalnego trybu życia, nie mówiąc o prowadzeniu bloga. Bardzo mi przykro, że nie znajduję czasu i sił na robienie tego, co sprawia mi najwięcej radości. 12-godzinny dzień pracy odbija się na moim zdrowiu i życiu. Nie oznacza to, że zawieszam działalność, o nie! W mojej głowie tysiąc pomysłów i chęci do dalszych podróży.

Dzisiaj kolejna podróż do Włoch - tym razem do mojej ulubionej restauracji Me Gusta w Bolonii. Hiszpańska nazwa może mylić, ale to prawdziwie włoska restauracja z tradycjami. Prowadzi ją cała rodzina znajomych Włochów. W przeciwieństwie do wielu polskich restauracji, które często wydają mi się "opuszczone" przez swoich właścicieli, w Me Guście zawsze ktoś jest z rodziny. W czasie sjesty restauracja jest zamykana, aby cała rodzina mogła w spokoju zasiąść przy jednym ze stołów i posilać się własnoręcznie przygotowanymi smakołykami. A jedzenie jest naprawdę znakomite - zobaczcie sami.

Biała ryba w sosie pomidorowym z ziemniakami i oliwkami:
Krewetki ze szparagami:

Pocztówka ze średniowiecznego Nowego Jorku

Rozpoczynam na blogu swój prywatny Tydzień Włoski. Na początek parę wspomnień i widoków z mojej ukochanej Bolonii, potem pokażę nowości z Włoch, które właśnie zawitały w mojej kuchni. A na koniec przedstawię przepis na włoską pizzę oraz swoją ulubioną restaurację, w której jeszcze nigdy się nie rozczarowałam.


Włochy to niemalże moja druga ojczyzna. Byłam tam wiele razy, zjeździłam kraj prawie wzdłuż i wszerz, mieszka tam moi bliscy, a włoscy przyjaciele są jak moja rodzina. To właśnie tam łapię oddech i oddycham pełną piersią, pochłaniam ogromne ilość przepysznego jedzenia i doceniam proste przyjemności w życiu. Oczywiście nie jest to raj na ziemi, Włosi są krzykliwi i niepunktualni, mafia jest obecna niemal w każdym aspekcie życia (nie tylko w Neapolu), a lata zbyt upalne. Jednak zawsze z sentymentem wracam wspomnieniami do moich Włoch.

Subiektywny przewodnik po greckich tawernach

Dziś zaprezentuję subiektywny przewodnik po greckich tawernach z Wysp Jońskich. Wiem, że nie jest to najpopularniejszy cel wycieczek, ale może znajdzie się ktoś, kto zabłądzi na przykład do malutkiego portu Fiskardo na Kefalonii i będzie szukał najlepszej tawerny w okolicy. A jeśli nie wybieracie się w te regiony w najbliższym czasie, możecie pooglądać zdjęcia :) A może zachęcę kogoś do rejsu po Wyspach Jońskich...


Greckie smaki


Rejs po Morzu Jońskim był dla mnie wielką przygodą, bo pierwszy raz spędziłam urlop pod żaglami. Oprócz sterowania, stawiania żagli, cumowania, zarzucania kotwicy i szorowania pokładu raczyliśmy się w niewielkich portach na Zakintosie, Kefalonii, Itace, Leukadzie, Meganisi i Kalamos. Największą popularnością cieszyły się kalmary - zamawialiśmy je, bo wiedzieliśmy że na pewno będą świeże. W jednej tawernie w Zakintos szefowa kuchni wyjęła parę świeżo złowionych kalmarów z wystawionej na widok lodówki z zapasami ryb i owoców morza, a następnie je dla nas przyrządziła.


Pocztówka z Grecji

Wróciłam wypoczęta, ciemniejsza o parę tonów i "wyprostowana przez morze", jak stwierdził ostatniego dnia nasz kapitan, widząc nas zmęczonych, brudnych i spalonych słońcem.

Podziwialiśmy zapierające dech w piersiach widoki.


Portugalskie słodkości

Od powrotu z Portugalii minął już ponad tydzień, ale ciągle chodzą za mną jej smaki i zapachy. Dzisiaj zabieram Was w podróż w krainę słodkości. Uwaga - nie oglądajcie dalej, jeśli jesteście głodni.

Portugalskie desery i ciasta opierają się głównie na jajkach. Wiele tradycyjnych przepisów powstało w średniowiecznych klasztorach, stąd też można spotkać desery o takich nazwach jak brzuch zakonnicy, poczekajka na męża czy podwójny podbródek anioła. Słodkości doprawia się cynamonem i wanilią.

Poniżej parę zdjęć pyszności, które jedliśmy.

Docinho paixão z lodami i polewą truskawkową - kruche babeczki z nadzieniem z twarożka i jajek.


Pastéis de nata - chyba najpopularniejsze portugalskie ciasteczka z masy budyniowej i ciasta francuskiego. Ich receptura jest sekretem, ale wkrótce podzielę się swoim przepisem na nie.




Broas de mel smakiem przypominające pierniczki, ale zawierają dużo całych migdałów. Swoje upodobanie do deserów na bazie migdałów i miodu Portugalczycy przejęli podobno po Maurach. Broas de mel są tak sycące, że pół ciasteczka wystarczyło na całe śniadanie.


Portugalskie desery to również sosy na bazie jajek i mleka. Nigdzie nie jadłam takiego pysznego sosu co leite-creme w Coimbrze.



A tak wyglądały nasze śniadania:

Portugalskie smaki

Jednym z celów naszej podróży do Portugalii było uczestnictwo w ślubie i weselu naszych przyjaciół. Dane mi było poznać wtedy kuchni Portugalii w pigułce. Ciekawą przygodą było również odwiedzenie podczas spontanicznej podróży wynajętym samochodem lokalnej restauracji w małej miejscowości w dolinie Douro. Nikt z obsługi nie mówił w innym języku niż portugalski, a my nie wzięliśmy przewodnika, więc zamawialiśmy dania, nie wiedząc, co tak naprawdę dostaniemy. Potem okazało się, że wybraliśmy bardzo dobrze.

Poniżej mój subiektywny przegląd kuchni portugalskiej.

Ryby
Kuchnia portugalska to przede wszystkim ryby i owoce morza. Najbardziej znaną rybą jest bacalhau, czyli dorsz. Jest tak popularny, że z powodu nadmiernej eksploatacji wybrzeży Portugalczycy zaczęli  go importować z Norwegii. Nieszczególnie przypadł mi do gustu ze względu na swoją twardość i włóknistość. Istnieje podobno 365 sposobów na jego przyrządzenie na każdy dzień rok. Poniżej dwa z nich: dorsz pieczony w okruszkach skórki chleba i z grilla.



O wiele bardziej posmakował mi miecznik, którego pierwszy raz spróbowałam we Włoszech i od razu zapałałam miłością.

(Ziemniaki i frytki na zdjęciach powyżej były tak pyszne, że mogę je jedynie porównać do ziemniaków babci.)

Owoce morza
Portugalia to również "krewetkowy raj", jak ją w pewnym momencie zaczęliśmy nazywać.


Mięsa
Mimo że czerwonego mięsa ani kiełbasy nie miałam w ustach od paru lub wręcz parunastu lat, w Portugalii skusiłam się na polędwiczki wieprzowe i chouricoço. Wieprzowina jest bardzo popularna i podobno smaczniejsza niż w innych krajach Europy ze względu na bezstresowy chów świń:)


Zupy
Portugalskie zupy są bardzo gęste i treściwe. Próbowałam zupę rybną ze świeżą kolendrą i krem z grzybów.


Sery
Na deser coś o serach. Są przepyszne - szczególnie przypadł mi do gustu owczy ser alentejo o dosyć twardej skórce i miękkim środku. Z kolei ser ovelha je się odkrawając górną część i nabierając środek łyżką.



Następnym razem napiszę o portugalskich słodkościach i winach.

Dla chętnych wrażeń zagadka: Co przedstawia poniższe zdjęcie?


Obrazki z Portugalii

Wróciłam z Portugalii bogatsza o ludzi, których spotkałam, potrawy, których skosztowałam, wino, które wypiłam, muzykę, której słuchałam i widoki, które podziwiałam. Było bardzo spokojnie i relaksująco, chociaż intensywnie. Portugalskie miasta zaskoczyły mnie swoimi stromymi uliczkami i ogromnymi różnicami poziomów, ale największe wrażenie zrobiło na mnie Porto swoją oszołamiająca mieszanką starych i opuszczonych kamienic, północnoeuropejskich budynków, industrialnego mostu górującego nad miastem i klimatycznymi piwnicami z porto.
 
Pierwsza gorące jeszcze zdjęcia poniżej, ale to z pewnością nie koniec moich relacji - wkrótce posty o kuchni i winach Portugalii.



Makaron z krewetkami

We Włoszech raczej nie da się źle lub za mało zjeść. Każdy pobyt w Italii to jedna wielka uczta - dosłownie i w przenośni. Nie zliczę, o ile smaków, zapachów, dźwięków i doświadczeń się wzbogaciłam podczas moich podróży. Ile wina wypitego, ile rozmów włosko-migowych, ile nocy nieprzespanych po rozpustnych kolacjach!

Jeden obiad zapadł mi szczególnie w pamięć. Jechaliśmy krętą, górzystą drogą w prażącym słońcu. W pewnym momencie wtajemniczeni skręciliśmy w niepozorną uliczkę i znaleźliśmy się przed kamiennym, jednopiętrowym budynkiem. Tylko niepozorna tabliczka i szereg aut zaparkowanych na dziedzińcu wskazują na to, że nie jest to zwykła willa nad Adriatykiem. To rodzinna trattoria serwująca danie typowej domowej kuchni włoskiej. Żadna wykwintna restauracja ze srebrnymi sztućcami i kryształowymi kieliszkami, to jest po prostu trattoria, gdzie produkty serwuje się wyłącznie z lokalnych produktów, a szef kuchni zawsze znajdzie czas, aby podejść do stolika i zapytać, jak ci smakuje.


Właśnie tam jadłam tam najlepszy makaron z krewetkami w życiu. Wspomnieniowo-wakacyjno-podróżniczy nastrój zaczyna mi się udzielać (Portugalio witaj za 2 dni!) i na obiad zrobiłam spaghetti z krewetkami w sosie pomidorowym.



Składniki (dla dwóch osób):
- 250 g makaronu spaghetti
- 500 g świeżych krewetek
- 3 pomidory
- jedna mała cebula
- ząbek czosnku
- szklanka białego wina
- bazylia i oregano
- oliwa z oliwek

Krewetki płuczemy, obieramy z pancerzyków i wycinamy ciemne żyłki (można użyć też mrożonych krewetek, ale moim zdaniem o niebo lepsze są świeże); następnie płuczemy. Piórka cebuli i drobne plasterki czosnku smażymy na rozgrzanej oliwie. Gdy zmiękną, dodajemy krewetki i chwilę smażymy. Dolewamy wina i dusimy przez 10 minut.

W międzyczasie parzymy pomidory, obieramy ze skórki i kroimy w drobną kostkę. Pomidory smażymy razem z krewetkami, aż kawałki się rozpadną i powstanie jednolity sos. Doprawiamy ziołami. Makaron gotujemy w lekko osolonej wodzie, aż będzie al dente. Spaghetti polewamy sosem.

Z hamburgerem przez świat

Czy możliwe jest przygotowanie zdrowego hamburgera czy to połączenie z góry jest skazane na etykietkę "tłusty i niezdrowy fast food"? Czym byłaby kuchnia bez przekraczania granic, tych dosłownych i tych mentalnych! 

Dzisiaj zapraszam w podróż po talerzach Holandii i Danii. Pierwszy hamburger został zjedzony przez mojego szanownego małżonka w Eet- en bierencafé De Beiaard w Amsterdamie w oparach marihuany - w pobliżu znajdował się ogródek coffee shopu. Beiaard znaczy po polsku karylion, czyli zespół dzwonów wieżowych. Można je zobaczyć w holenderskich miasteczkach, gdzie są powodem do dumy lokalnej społeczności. De Beiaard specjalizuje się w piwach - w ofercie można znaleźć piwa z całego świata. My zdecydowaliśmy się na piwo belgijskie (jakież inne piwo można zamówić w Holandii!). Hamburger był podobno smaczny, ale na pochwałę zasługują frytki - były treściwe i dobrze przyprawione.


Drugi hamburger został skonsumowany w Aarhus w Danii (niestety nie pamiętam nazwy restauracji). Zachwycił nas swoim finezyjnym wyglądem. Niestety ceny nie były już tak zachwycające - to właśnie w tej restauracji wypiliśmy najdroższe piwo w naszej dotychczasowej karierze konsumenckiej.


Poniżej przedstawią swoją wariację na temat hamburgera. Zamiast wołowiny użyłam delikatnej i chudej pierś kurczaka z grilla. Białe pieczywo wymieniłam na grahamkę. Zrezygnowałam z kalorycznych sosów na rzecz sałaty, pomidora i ogórka konserwowego. Zdrowy burger? Da się!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...