"Szwedzi zajadają się tą treściwą zupą od średniowiecza. W tamtych czasach wszyscy napełniali nią żołądek w czwartek, przygotowując się do tradycyjnego chrześcijańskiego piątkowego postu. Jako ukłon w stronę tej tradycji czwartek wciąż jest "dniem grochówki" w szwedzkiej armii i marynarce wojennej." - tak opisuje grochówkę Jamie Oliver w niedawno wydanych "Kulinarnych Wyprawach Jamiego". Na militariach się nie znam, jestem skrajną pacyfistką, nie akceptuję nawet zabawek dla dzieci w kształcie broni, nie odróżniam stopnia porucznika od pułkownika, a wojskowe jedzenie nie kojarzy mi się zbyt dobrze. Moja znajomość szwedzkiej armii ogranicza się do wyżej wspomnianej grochówki i festynu wojskowego, w którym przypadkowo brałam udział w na co dzień sennym Ystad, gdzie dotarłam podczas podróży po Szwecji, żeby pospacerować śladami Kurta Wallandera. Na imprezie zwróciłam przede wszystkim uwagę na jedzenie (potwierdzam - grochówka była podawana) i reprezentacyjnych żołnierzy.
